MichalZ

Pasieka Michała

Moja przygoda z pszczołami – jak założyłem pasiekę?
2


Pasieki przechodzą z pokolenia na pokolenie – przekazywane są ule, wiedza i doświadczenie. Ja nie pochodzę z rodziny pszczelarskiej, ale zamarzyłem o pszczołach. Teraz chcę podzielić się z wami moją historią. Oto mój sposób, jak założyć własną pasiekę: jak zacząć, skąd wziąć pszczoły, ile uli postawić na początek, jak dbać o dobrą gospodarkę pasieczną i o czym jeszcze pamiętać.

Skąd pomysł na pasiekę?

Gdy wspomniałem znajomym i rodzinie, że chcę założyć pasiekę, patrzyli na mnie raczej dziwnie. No bo, jak to tak: bez fachowej wiedzy, bez studiów pszczelarskich czy choćby nawet technikum, bez krztyny rozeznania w temacie i umiejętności, a jedynie z wybujałym marzeniem… Ot, człowiek z miasta wpadł nagle na szalony pomysł. Czy szalony? Być może, ale udało mi się i ten wpis jest tego potwierdzeniem.

Wiedziałem, że prawidłowa opieka nad pszczołami wymaga wiedzy, w sezonie jest czasochłonna i pracochłonna, a jeden błąd zniweczy szanse na pozyskanie dobrego miodu lub wręcz może skutkować wyniszczeniem pasieki. Mimo to zdecydowałem się na ten krok z pełną świadomością.

Pracując na co dzień w biurze, miałem ochotę odpocząć od zgiełku miasta, od wiecznego pośpiechu. Chciałem spędzać czas na łonie natury, a przy tym nauczyć się czegoś nowego i praktycznego, a nawet, w przyszłości, dochodowego.

Pszczelarstwo w Polsce jest coraz bardziej popularne – ten zaliczany do ginących zawód przeżywa obecnie swój renesans. Media, które wciąż donoszą, że bez pszczół świat nie byłby taki sam i że o pszczoły trzeba dbać, dodatkowo zachęciły mnie, by zainteresować się tymi wyjątkowymi owadami.

Uświadomiłem sobie, że własna pasieka da mi wiele satysfakcji, nowe umiejętności, ciekawy sposób na spędzenie czasu po pracy i możliwość zarobku. Jednocześnie czułem, że w ten sposób przyczynię się do dbałości o środowisko naturalne.

Czego chcieć więcej?

Z wizytą u innego pszczelarza

Pomysł na założenie własnej pasieki świtał mi w głowie już wcześniej. Z ciekawości zaglądałem na portale i fora pszczelarskie. Na jednym z nich poznałem Bogdana, pszczelarza amatora, który kiedyś zaczynał tak jak ja. Sporo z nim rozmawiałem i nawet zgodził się, żebym przyjechał do niego pod koniec sierpnia. To była cenna lekcja praktyki. Bogdan zabrał mnie do pasieki, dał kapelusz, odzież ochronną i, co tu dużo mówić, zagonił do roboty przy ulach. Tak naprawdę wtedy tylko stałem z boku, obserwowałem jego pracę, odymiałem pszczoły podkurzaczem, podglądałem miodobranie. Niewiele robiłem sam, ale spodobało mi się, chwyciłem bakcyla.  

Wyprawę do znajomego pszczelarza polecam każdemu, kto nosi się z zamiarem założenia własnej pasieki. Można przekonać się na własnej skórze, czy to zajęcie na pewno będzie nam odpowiadało.

Pszczoły w teorii

Mój plan jawił się w najlepszych barwach i tylko czekałem do wiosny, by móc nareszcie postawić pierwsze ule na naszej działce. Póki co miałem kilka miesięcy jesieni i zimy, które postanowiłem wykorzystać na teoretyczne zgłębienie tematu. Przejrzałem mnóstwo artykułów w internecie, zaopatrzyłem się też w kilka czasopism i książek.

Szczególnie przydatne okazały się profesjonalne publikacje – w internecie może pisać każdy i nie zawsze podpowie, jak rzeczywiście trzeba obchodzić się z pszczołami i dbać o pasiekę. Dlatego każdy, kto o pszczołach myśli na poważnie, powinien sięgnąć do sprawdzonych źródeł wiedzy.  

Pierwsza styczność z gospodarką pasieczną w teorii była trudna – czytałem, oglądałem filmy innych pszczelarzy na YouTube i miałem w głowie pustkę. Przede mną było mnóstwo pracy i nie potrafiłem stworzyć planu, który byłby łatwy w realizacji. Czy miałem ochotę odłożyć marzenia o własnej pasiece? Tak, zdarzały się i takie myśli, ale pokusa była silniejsza. Pomyślałem, że jak się nie uda albo jednak nie spodoba mi się, to sprzedam pszczoły i zajmę się czymś innym.

Na szczęście czarna, ziejąca znakami zapytania dziura w głowie zaczęła się rozjaśniać, a potem praktycznie całkowicie zniknęła. Bardzo pomogły mi w tym dwie książki: "Łatwe Pszczelarstwo" dr Gerharda Liebiga oraz "Gospodarka Pasieczna" Wandy Ostrowskiej. Szczególnie ciekawe było "Łatwe pszczelarstwo", które polecał jeden z forumowiczów. Książka została wydana po polsku w 2016 r., kupiłem ją od razu i dzięki temu do wiosny byłem w pełni gotowy do zakładania własnej pasieki. Lektura okazała się nie tylko nadzwyczaj przyjemna, to przede wszystkim łatwa w zrozumieniu. W końcu w lot załapałem, co i jak krok po kroku robić – z czystym sumieniem polecam "Łatawe pszczelarstwo" każdemu!

Uważam, że najważniejsze jest dobre przygotowanie merytoryczne. Początkujący pszczelarz najlepiej zrobi, wykorzystując sezon jesienno-zimowy na naukę. Dużo czytać, oglądać filmy, rozmawiać z kolegami po fachu – to najlepsza metoda na zdobycie cennej wiedzy.

Jak i kiedy kupiłem sprzęt i pierwsze ule z pszczołami?

Byłem świadomy, że pszczelarstwo to kosztowne hobby, dlatego postanowiłem działać stopniowo, by nie nadwerężyć domowego budżetu.

Od jesieni zacząłem kupować podstawowe wyposażenie: podkurzacz, miotełkę, ramki, drut do nawijania ramek, lutownicę, węzę, dłuta, noże, skrzynie na ramki, kombinezon, rękawice i kapelusz do pracy oraz worki i kosz do łapania rójki. Zaopatrzyłem się także w ręczną miodarkę (miałem możliwość kupna używanej miodarki, ale po namyśle zdecydowałem się na nową), odstojnik nierdzewny, wiadra, sita i odsklepiacz widelcowy. Dzięki temu podzieliłem wydatki na etapy i nie naraziłem się na nagły odpływ gotówki (za wszystkie sprzęty zapłaciłem ok. 3000 zł).

Jeśli chodzi o ule, to są dwie drogi: można kupić gotowe albo zbudować je samemu. Moim zdaniem początkujący pszczelarz, który nie chce popełnić błędu, lepiej zrobi, decydując się na gotowe ule. Z czasem można nauczyć się robić je samodzielnie. Można kupić osobno ule w hurtowni pszczelarskiej i pszczoły, ale warto zajrzeć na portale ogłoszeniowe – niektórzy likwidują swoje pasieki lub oferują gotowe odkłady razem z ulami.

Ja skorzystałem z drugiej możliwości – kupiłem ule wielkopolskie z pszczołami z ogłoszenia. Ule były w pełni wyposażone w dolny korpus, nadstawkę z ramkami i daszek. Za jeden ul zapłaciłem 400 zł. Na początek zdecydowałem się na 5 uli.

Kupując pasiekę z drugiej ręki, lepiej upewnić się, w jakim stanie są pszczoły i czy były leczone na powszechne choroby pszczół. Kto nie potrafi tego ocenić, powinien udać się na oglądanie uli z doświadczonym pszczelarzem.

Pasiekę postawiłem wiosną, w kwietniu. Dopiero potem uświadomiłem sobie, że moje pszczoły z ulami mogłem kupić taniej – wiosną silne rodziny są najdroższe. Z drugiej strony wiosna to optymalny czas na założenie pasieki, a ja okres wiosennych roztopów wykorzystałem na przygotowanie działki pod pasiekę, więc wcześniej nie miałbym możliwości, by przezimować pszczoły.

Od wiosny kontynuowałem pszczelarskie zakupy. Musiałem zaopatrzyć się w chemię oraz środki na warrozę. Metody zwalczania warrozy są różne – można zdecydować się na gotowe środki, np. Apiwarol, Bayvarol, Biowar, czy ApiLifeVar. Ja wybrałem kwas mrówkowy i kwas szczawiowy, które postanowiłem stosować według zaleceń z wspomnianej wcześniej książki „Łatwe pszczelarstwo” – dozownik kwasu i dodatkowe akcesoria kupiłem w hurtowni pszczelarskiej, tam, gdzie książkę Liebiga.

Pierwszy raz w pasiecie…

…był dość stresujący, dlatego poprosiłem kolegę Bogdana, by przyjechał i mi pomógł. Podobne rozwiązanie, dzięki któremu nie dopuścimy się błędów, polecam innym początkującym pszczelarzom. Zamontowaliśmy wspólnie dennice z poławiaczem pyłku i pozostało mi czekać na pierwsze pasieczne „plony”.

W kolejnym wpisie opowiem o pierwszym miodobraniu i innych ważnych spostrzeżeniach, które, jak mam nadzieję, rzucą nieco światła na zakładanie własnej pasieki i jej prowadzenie.  

 

 12       4
  
        



Gość  |  2 lata temu  |  Odpowiedz  |  Zgłoś
Gratuluję :-)
0   0



Gość  |  2 lata temu  |  Odpowiedz  |  Zgłoś
No, no, kolego! Gratuluję!
0   0